wtorek, 11 września 2012

World Cup #3


   W trzecie miejsce zawodów przyjechaliśmy w niedziele rano o 15 :) Przed treningiem zabraliśmy się do robienia obiadu, czyli ja robię, Tomek zmywa :) W trakcie tej czynności zaskoczył nas, niestety nie mogę powiedzieć, że przyjemnie deszcz. Obiad zjedliśmy w bagażniku. Gdy już jedzenie w brzuszkach nam się ułożyło i liczba kajakarzy na wodzie spadła do ostatecznie dopuszczalnej, zeszliśmy na trening.
 
   Odwój na Nantahali jest dużo szybszy, ale za to mniej przysysający niż ten na Pigeonie. Znacznie węższy i jest mniej miejsca na ustawianie się w nim. Figury muszą być bardziej dopracowane i z początku miałam problem, żeby prosto wylądować loop’a.
 
   Od poniedziałku mieliśmy ustalone godziny treningów. Mnie, Tomkowi, reszcie Polaków, Słowakom, Hiszpanom, Tomasowi - Irlandczykowi, Marcelowi- Austriakowi i młodemu Szwedowi przysługiwała jedna godzina treningu dziennie. Była to trochę spora grupa, więc podzieliliśmy się na pół. Dla wszystkich było sprawiedliwie, ponieważ trenowaliśmy w systemie przejazdów 45 sekundowych i jak ktoś wypadł, mógł wrócić, a Ci co lubią długo zajmować odwój zostawali po 30 sekundach ostrzeganie jednym sygnałem gwizdka, a na koniec czasu dwoma.
 
   Poniedziałkowy trening był nieco chaotyczny, podpływaliśmy z Tomkiem nawzajem do siebie po przejazdach i wymienialiśmy się wiosłem. A stało się to tak, pod koniec niedzielnego treningu pióro wiosła Tomka włożone przy feniksmonkey odmówiło posłuszeństwa. Z niewiadomych przyczyn postanowiło pozostawać zbyt elastycznym, a nawet zaryzykowałbym stwierdzenie lekko przeginającym się.
Zbytnio się tym nie przejęliśmy, bo jak wiadomo wiosła to tylko wiosła i zawsze dobrze mieć drugie w zapasie.
No ale jak pech to pech. Nasze zapasowe wiosło było tylko zapasowym wiosłem i po 15 minutach pływania w rwącej wodzie, jedno z piór z mniejsza połową drążka postanowiło oderwać się od reszty i zanurkować w dół bądź głąb rzeki.
 
   Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło :) We wtorek rano w poszukiwaniu odpowiedniego wiosła trafiliśmy do pobliskiego sklepu. Gdzie poznaliśmy przesympatyczną szefową Juliet i jej pracownika. Znaleźliśmy także w bardzo dobrej cenie wiosła AT. Niestety, każde o kącie 30 stopni. A my pływamy na zerówkach, ale dostaliśmy wiosło testowe, żeby Tomek mógł sprawdzić czy takie mu odpowiada.
 
   W środę Tomek pływał w treningu na nowym carbonowym wiosełku i tak mu się spodobało, że popołudniu pojechaliśmy na pobliski odwój - eternity hole przyzwyczajać się do 30 stopni skrętu.
Całkiem sympatyczne miejsce , ale nie byliśmy jedynymi którzy wpadli na taki pomysł. Tak więc jak zwykle towarzyszył nam mały tłumek w cofce :)
Odwój ten wspaniale wybijał w górę, jest doskonały do uczenia się wysokich loop’ów i spacegodzilli. Oczywiście z tego skorzystałam i  udoskonalone umiejętności przeniosłam na nasz nantahalowy odwój ;)  
 
   Zawody w piątek rozpoczęły eliminacje K1 mężczyzn. Dwudziestu kajakarzy z najlepszą suma dwóch przejazdów przeszło dalej do ćwierć-finału. Tomek nie zdążył się jeszcze przyzwyczaić do katu 30 stopni i startował na moim za krótkim dla niego wiośle. Przeszedł dalej na 9 pozycji.
Wieczorem odbyły się squirty. Najpierw walczyłyśmy my- kobiety, a później mężczyźni. Tym razem w kobietach lepsza okazała się Iza, a ja myślałam, że nie dostałam się do finału. Wyniki ukazały się dopiero rano kolejnego dnia i czekała mnie miła niespodzianka, do fianłu weszłam z 5 miejsca. W squircie mężczyzn po eliminacjach Tomek zajął drugą pozycję.
 
   Sobotni dzień zawodów otworzyli kanadyjkarze, następnie odbyły się eliminacje K1 kobiet. Ja startowałam w drugim heat’cie jako czwarta z pięciu dziewczyn. Zdeterminowana po wczorajszym prawie nie dostaniu się do finału squirtów zdobyłam 210 punktów w pierwszym przejeździe. Muszę dodać, że to był najwyżej punktowany przejazd w mojej niezbyt długiej karierze ;) Bardzo się ucieszyłam i zaczęłam zastanawiać co by tu jeszcze więcej zrobić, że w drugim przejeździe wszystko pokrzywiłam i zdobyłam aż 10 punktów spinem... Po eliminacjach liczy się suma dwóch przejazdów, tak wiec mój pierwszy przejazd nie pomógł mi i wylądowałam na 14 pozycji. 
 
   Po kobietach odbyły się ćwierć-finały mężczyzn. Tomek swoim pierwszym wspaniałym przejazdem na 946 punktów ulokował się w górze tabeli. I pozostał tam z sumą dwóch pierwszych przejazdów na 1659 punktów. W ćwierć-finale liczy się suma dwóch lepszych  z trzech przejazdów. Do półfinału Tomek dostał się z czwartego miejsca :) Bartosz także przeszedł dalej na siódmej pozycji.
Wieczorem w półfinałach było widać że obydwaj byli już nieźle zmęczeni, mimo że walczyli ostro do końca spadli z różnicą 5 punktów na 10 i 9 miejsce.
 
Wieczorem wszyscy zawodnicy zostali zaproszeni do restauracji na terenie ośrodka, po której przenieśliśmy się do baru “Slow Joe”. Czekała tam już na nas kapela i piwo za kupony, które dostaliśmy przy rejestracji. Piwo nalewane było do pomarańczowych kubków kokatat’a. Każdy kubek od spodu miał swój numer i w trakcie imprezy trwało losowanie bluz firmy kokatat. 
Impreza była bardzo udana, większość uczestników tańczyła i śpiewała razem z zespołem piosenki “The blues Brothres”. 
 
   Niedzielne finały rozpoczęli najmłodsi zawodnicy,ale nie juniorzy tylko kadeci. Dzieciaki pływające z równym zapałem co starsi zawodnicy w wieku od 6 do 15 lat. Piękny widok, kiedy sześciolatek ledwo wystający znad i tak już dziecięcego kajaczka z wielkim kaskiem i kamizelka na oczach wykonuje prawie tak dobrego air loop’a co doskonali zawodnicy. Oczywiście dzieciaki miały swój osobny mniej rygorystyczny regulamin. Szczerze mówiąc trochę tym dzieciakom zazdroszczę, ja w wieku dziesięciu lat musiałam błagać rodziców żeby móc sama płynąć w jednoosobowym kajaku po nizinnej rzece, a te wpływają dzielnie do odwoju.
 
   Po krótkiej przerwie czas nadszedł na finały squirtu, także tym razem rozpoczęły kobiety. Zaczynałam z piątego miejsca, po swoich przejazdach utrzymywałam się na czwartej pozycji. W ostatnim momencie spadłam na piąte miejsce, kiedy Iza zremisowała z hiszpanką Nurią Fontane. Uczucia moje co do tego były ambiwalentne ucieszyłam się że w końcu Polka zdobyła medal, no ale spadłam oczko niżej :P Niestety okazało się, że nie ma miejsc ex aequo. Wzięli pod uwagę drugi najlepszy przejazd i Iza zajęła czwarte miejsce.
W squircie mężczyzn pierwszy był Dane Jackson, który po wykonaniu długiego mystery zdobył 1000 pkt. Tomkowi zabrakło 44 punktów do Jeremy’ego Laucks’a, który zanurzył się na nieco krócej niż Dane pod wodę. Zatem Tomasz zdobył drugi brązowy pucharowy medal :) Bartosz wyprzedził Joaquim’a Fontane i zajął 4 pozycję.
 
Tego dnia tak jak w Hartford odbyły się dwie ceremonie medalowe, w pierwszej medale dostali zawodnicy z kategorii otwartych kanadyjek, juniorek, Squirtów kobiet i meżczyzn oraz kwiaty trójka najlepszych kadetów. Tomasz wszedł na podium i otrzymał już nie czapeczkę tylko brązowy medal, który łudząco kolorem przypomina złoty ;) 
Podczas drugiej ceremoni medale otrzymały pozostałe kategorie. Zostały także wyczytane 5 najlepszych miejsc w klasyfikacji generalnej z każdej kategorii i najlepszy zawodnik proszony był na podium, gdzie dostawał bukiet kwiatów, bądź metalową statuetkę z kajakarzem. W squirtach Tomasz zajął drugą pozycję, Bartosz piątą, ja byłam czwarta, a Iza piąta.
 
   Po zawodach większość się rozjechała w swoje strony i Natahala Outdoor Center lekko opustoszało. Kolejnego dnia trenowaliśmy w prawie pustym odwoju i wieczorem przenieśliśmy się do Hartford na rzekę Pigeon odwiedzić Monicę i Chriss’a. 
 
   Mamy jeszcze dwa tygodnie wolnego  w USA ,więc zamierzamy wybrać się na kajakowy festiwal na rzece Gauley i może w końcu coś pozwiedzać... Chętnie zobaczyłabym w końcu Statuę Wolności, skoro odlatujemy z Nowego Jorku.
 
Pozdrawiam 
 
Zosia










































poniedziałek, 3 września 2012

Finały Word Cup #2 Pigeon River

   Piątek rozpoczeliśmy od tradycyjnych amerykańskich pancakes z syropem i borówkami. Na szczęście udało mi się zjeść choć parę naleśników zanim z lasu wyszedł pancake-monster i spałaszował całą resztę. Był to  bardzo rzadki gatunek, bo pochodzenia polskiego, ale udało mi się zrobić mu zdjęcie i możecie zobaczyć go poniżej ;)
W ten dzień skoro miało nie być wody mieliśmy w planie pojechać na trzecie miejsce zawodów i wrócić wieczorem. Jednak sąsiad z domku obok zdradził nam, że z powodu opadów dzisiaj po południu jednak puszczą wodę. Tak więc w oczekiwaniu na podwyższenie stanu rzeki zajeliśmy się przyziemnymi sprawami, jak pranie i sprzątanie bałaganu, który chcąc nie chcąc z dnia na dzień się powiększał.
   Po 16 zeszliśmy na wodę, a że stan wody był wyższy niż na zawodach to bardzo  dobrze nam się pływało. Trening skończyliśmy dopiero, gdy zaczynało robić się ciemno. Niestety noc nie należała do spokojnych. Tomek się przeziębił, leżał z gorączką, co chwilę smarkając i kaszląc. Zaczeliśmy się zastanawiać czy da radę jutro wystartować...
   Sobotę, dzień finałów rozpoczął squrit kobiet. Startowałam z 5 miejsca i dopiero w trzecim - ostatnim przejeździe udało mi się wyprzedzić  Nurię Fontane i wskoczyć na 4 miejsce. Pierwsza tak jak w Rock Island była Clair O’hara, druga japonka Motoko Ishida,a trzecia nie do końca sprawiedliwie Islay Crosbie. Nie do końca sprawiedliwie, bo po eliminacjach zmieniła łódkę na mniejszą. Nie wiem jak w squirtach, ale w K1 jest to niedopuszczalne i skutkuje dyskwalifikają. W każdym razie sędzia główny zlał sprawę, może dlatego, że też jest Brytyjczykiem...? 
   Po kobietach nadszedł czas na squirt mężczyzn, z piątego miejsca startował na freestyle’owej łódce katalończyk Joaquim Fontane ,z czwartego Tomasz Czaplicki, Bartosz Czauderna, Dane Jackson i Clay Wright. Tomek mimo wyskokiej temperatury i bólu głowy nie odpuścił startu i obronił czwarte miejsce. Bartosz zdobył brąz, Clay pomino kontuzji ramienia używając tylko jednej ręki wywalczył srebro,a Dane Jackson złoto.
   Później przenieśliśmy się w górę rzeki na odwój, gdzie startowali finaliści otwartych kanadyjek. Tu znowu zostaliśmy zaskoczeni wspaniałym  Mc Nasty, a także kilkoma helixami. Przypominam, że przy helixsie przynajmniej pół obrotu jest pod wodą. Ciekawe jak dużo wody wlewa im się do środka przy tej figurze....
Następnie startowały juniorki. Tu także była zacięta walka, w ostatnim przejeździe faworytka Nuria Fontane wyprzedziła niemkę Julie Spaaj i zajeła 1 miejsce.
   Tego dnia były dwie uroczystości wręczania medali. Teraz przypadała pierwsza,a pod koniec dnia druga. Tak więc medaliści kategorii K1SK, K1SM,OC1 i K1JK staneli na podium. W Rock Island zamiast medali były rozdawane wieczorem w knajpie czapeczki, tutaj było bardziej oficjalnie. Zawodnicy byli prowadzeni przez małe dziewczynki na podnium, które zawieszały im na szyjach medale. Momentami wyglądało to komiczne. Zwłaszcza, kiedy złoci medaliści musieli prawie kłaść się na podium, aby dziewczynki mogły dosięgnąć ich szyj. W tym samym czasie młodzi chłopcy za ich plecami wznosili flagi na maszty :)
Po uroczystości walczyli juniorzy, nastepnie kanadyjkarze, seniorki i seniorzy. W K1K lepsza od zwyciężczyni  z Rock Island Emily Jackson okazała się mistrzyni świata Clair O’hara. 
W K1M przez dwa pierwsze heat’y prowadził Dane Jackson, między wszystkimi 5 finalistami do końca rozgrywała się zaciekła walka, każdy chaiał stanąć na podium. Peter Csonka miał fenomenalny ostatni przejazd, Phoenix Monkey prawa, Mc Nasty prawa, Phoenix Monkey lewa, Mc Nasty lewa, , Lunar Orbit prawa i lewa, Tricky Woo prawa i lewa, air loop i back loop. Zrobił wszystkie najwyżej punktowane figury i wyprzedził Dane’a, który miał jeszcze jeden przejazd. Ale nie udało mu sie już dogonić Csonki, na koniec przejazdu ściągnął fartuch i rzucił się w odchłań odwoju ;)
   Następnie odbyła się druga ceremonia i reszta medalistów staneła na podium. Dane udając, że nie słyszy wesołych krzyków publiczności stanął na pierwszym miejscu i dopiero po chwili zgodził się zająć drugie. Wieczorem większość pojechała do Bryson City (trzecie miejsce zawodów), a Ci co zostali zajeli się niekończącym się darmowym piwem.
   W niedziele zostaliśmy razem z Bartoszem i Słowakami zaproszeni przez Monikę (żonę szefa) na pyszne śniadanko. Niespodziewaliśmy się tak wielkiej gościnności. Jak przyjechaliśmy na treningi parę dni przed zawodami byliśmy mile zaskoczeni, że pozwolono nam spać w aucie na ich terenie i kozystać z obiektów ośrodka. Wtedy przed wyjazdem Chris (szef) powiedział nam, że znajdzie nam coś lepszego do spania. Myśleliśmy, że chodzi mu o jakieś miejsce w cieniu, a dostaliśmy domek.
Tak więc spakowaliśmy się, posprzątaliśmy domek, pożegnaliśmy się i ruszyliśmy jeszcze z dodatkowymi dwoma pudłami batonów do Bryson City ;)
Uwielbiamy ludzi z Tenneesse, a przynajmiej tych dwoje! 
Do zobacznia 
Zosia







piątek, 31 sierpnia 2012

Pigeon River


   Przygodę z Rock Island zakończyliśmy imprezą w Foglight Foodhouse, w małej przyjemnej knajpce. W której zostaliśmy poczęstowani całkiem dobrą potrawa z ryżem, mięsem, warzywami i czymś strasznie ostrym. Podczas jedzenia siedzieliśmy na tarasie z pięknym widokiem na jeziorowatą rzekę powyżej tamy. Parę szczęśliwców, a dokładnie 8 wylosowało Go Pro. Niestety my się do nich nie zaliczaliśmy, ale Tomasz dostał brązową czapkę Pucharu Świata za trzecie miejsce w squircie. Ostatecznie w K1M wygrał Peter Csonka,a K1K Emily Jackson. Niestety ani ja ani Bartosz nie przesliśmy dalej. No ale cóż ta zdradziecka fala.... ;)
   Do Hartford przyjechalismy w poniedziałek po południu, zostaliśmy mile zaskoczeni stanem wody. Zwykle w poniedziłki wody na Pigeonie nie ma, a teraz była i zdążyliśmy jeszcze zrobić wieczorny trening :)
Wtorek rozpoczął sie eliminacjami mężczyzn. Tomek startował w 7 heat’cie, miał fenomenalny pierwszy przejazd na 1023 punkty, drugi mniej efektowny ale i tak pozwoliło mu to wejść do ćwierćfinału z 6 miejsca. Do ćwierćfinału dostał się także Bartosz z 8 miejsca.
Później odbyły się eliminacje otwartych kanadyjek. Muszę przyznać, że Ci faceci wspaniale radzili sobie w tym odwoju, na fali jedynie Jordanowi udał się loop, a tu loopy to chleb powszedni. Pierwszy raz widziałam Mc Nasty w OC1 :)
   Wtorkowe eliminacje zakończył squrit kobiet. Tutaj konkurencja sie zwiększyła doszły dwie zawodniczki w squirtowych łódkach. Ja startowałam pierwsza w pierwszym heacie. Zdobyłam 91 punktów, ale w drugim przejeździe rozkreciłam się i nadgoniłam reszte 170 punktami. Także startuje w finale z 5 miesjca.
   Środę rozpoczeły squirty mężczyzn, gdzie równiez konkurencja wzrosła. Między innymi dołączył Bartosz. Chłopaki wyprawili nam niezłe widowisko od głebokich mystery do szybkich, sprawnych i bardzo efektownych figur we freestyle’ych łódkach. Bezkonkurencyjny okazał się znowu Clay Wright. Bartosz i Tomek o zblizonej ilości punktów po eliminacjach zajeli 3 i 4 miejsce.
W eliminacjach dziewcząt znów pierwsza była Nuria Fontane. Później były eliminacje juniorów i C1, ale ja już w tym czasie denerwowałam się i przygotowywałam przed startem :)
Po eliminacjach najlepsza była Claire O’Hara (mistrzyni świata), mi niestety do półfinału zabrakło 20 punktów. Także wylądowałam na 11 miejscu... :(
Tomek upierał się że gdybym się go posłuchała i zrobiła po loop’ie cathweel’a to był miała więcej punktów, ale Zosie tak już maja, że są samosie i wiedzą lepiej i wolą próbowac robić trudniejsze figury ;)
Czwartek był pracowitym dniem, chłopaki mieli rano ćwirćfinały, a po południu półfinały. Do półfinału oczywiście dostał się i Bartosz i Tomek ;) Po ćwierć finale startowli juniorzy i C1 oraz kobiety walczyły o finał. Półfinał mężczyzn był bardzo efektowny, w powietrzu było czuć zapach ostrej realizacji. Zawodników była dziesiątka, a tylko połowa mogła przejść dalej. Każdy z zawodników miał swój indywidualny, niepowtarzalny styl. Jedni wykazywali się sprytem i dobrym czytaniem wody, inni brutalną siłą. Zaskakiwały nas wyskokie powietrzne figury i wspaniałe połączenia najtrudniejszych figur. Tak zdecydownie można powiedzieć, że są to najlepsi na świecie freestyle’owi zawodnicy. Każdy najmniejszy błąd miał katastrofalne skutki. Tomkowi zabrakło jednynie 46 punktów, jedna krzywo wylądowana space godzilla przeszkodzila mu wejść do finału. Ostatecznie Tomek wyladował na 6 miejscu, a Bartosz na 9.
Wieczorem czekała na nas kolacja, piwo i zespoł muzyczny podobno grający punk... ten amerykanski trochę róźni się od naszego polskiego ;)
   Jutro mamy dzień wolny bo na Pigeonie w piątek nie puszczają wody. Także trzymajcie kciuki za sobotę! Ja, Tomek i Bartosz walczymy w finale squirtów.
Do zobaczenia
Zosia

Ćwierćfinałowy przejazd Tomka na 1115 pkt.
Zosiowy squirt na 170 pkt.











niedziela, 26 sierpnia 2012

Rock Island

    Po treningach na rzece Nantahala udaliśmy się w końcu na miejsce pierwszych zawodów Pucharu Świata - Rock Island. Gdzie powstaje na Caney Fork River niedaleko  ładnego domku z bali należącego do rodziny Jacksonów pucharawowa fala, ale nie tylko bo tuż obok  dopływa, a raczej spada woda z dwóch bliźniaczych wodospadów. Co  razem stanowi wspaniały krajobraz. Niestety także w tym miejscu musieliśmy czatować na wodę. Kiedy cała okolica rozbrzmiewała sygnałem syreny ostrzegawczej łapalismy za kajaki i biegliśmy na wodę. Głodnych pływania kajakarzy była cała chmara, a fala tylko jedna ;) Na dwa dni przed zawodami woda płyneła tylko trzy godziny, a w cofce było ok setka kajakarzy także już nigdy więcej nie będę marudzić, że  przy 15 kajakarzach się długo czeka :) Na szczęście w przeddzień zawodów podzielili nas na trzy grupy i setka zmieniła sie mniej więcej w trzydziestkę  :) Nasza grupa pływała od 16 do 17, ale wcześniej o 12 godzinie  Eric Jackson zabrał wszystkich chętnych, a w tym także nas na zwiedzanie swojej fabryki kajaków. Przeszliśmy przez magazyny pełne rodeówek, creeków, morskich, wętkarskich  i najróżniejszych we wszystkich kolorach kajaków ;) Eric opowiedział i pokazał nam jak kajaki powstają  w formach , chłodzą się, zostają wykańczane przechodza przez regorystyczny punkt kontroli, a na końcu przenoszone są do magazynu i czekają na szczęśliwego nabywce. Szczerze mówiąc w głębi duszy liczyłam, że jako pamiatkę będę mogła zabrać jednego z setki starów, ale gąbka z uśmiechem w pełni mnie usatysfakcjonowała :)
 
   W piątek  rano zawody rozpoczeły eliminacje meżczyzn, w których Bartosz zachwycił mnie i zapewne sędziów pięknymi Mc Nasty i czymś tam jeszcze, a muszę przyznać, że jako jeden z nielicznych niedość zrobił tą figurę na obie strony, nie wypadł i nie wygladał jak by zamierzał :) Po eliminacjach zajął 4 miejsce po Nicku Troutmanie, Danie  i Ericu Jaksonie, których przejazdów nie dane mi było zobaczyć... No i przyszła pora na eliminację kobiet z których jestem bardzo dumna, bo choć skaszaniłam drugi przejazd i dostałam całe 0 punktów, pierwszy pozwolił mi na przejście na 7 miejscu do półfinału :)
 
   W sobotę rano ponad falą w trakcie eliminacji juniorów i kanadyjek rozegrały się finały squirtu. Pierwsi startowali mężczyźni, Tomek zaszokował sędziów szybkością i łatwością wykonywania figur, która uczestnikom “LOOP’a” jest bardzo dobrze znana :) Niestety nie udało mu się wykonać najbardziej punktowanej w squircie figury mystery move , ale i tak wywalczył brązowe trzecie miejsce. Na pierwszym miejscu ulokował się Clay Wright, całkowicie zasłużenie, ponieważ podczas swojego drugiego przejazdu, zniknął pod wodą... Zastanawiałam się czy nie schował się za kamieniem, ale kiedy po ok 20 sekundach wyskoczył kilka metrów ponizej spod wody wykonując najróżniejsze figury nikt nie miał wątpliwości, że będzie pierwszy :)
   W kategorii kobiet najlepsza była Clair Ohara obecna mistrzyni Świata i Europy, a ja zajełam czwarte miejsce :)
 
  Nastepnie odbywały się ćwieć fiały K1M, ale ja z Tomkiem wykonawszy dobrą robotę w Rock Island, udaliśmy się tam i z powrotem do Hartford na wieczorny trening (drugie miejsce zawodów). 
 
Jutro cała reszta finałów i półfinałów, więc trzymajcie kciuki ;) 
 
Zosia
 
P.S. Jak ktokoliwiek to przeczyta pewnie bedzie już po, więc trzymajcie wstecz :)
 









niedziela, 19 sierpnia 2012

1000 mil po Stanach.

    W piątek 10 sierpnia po podróży z Wrocławia do Warszawy z międzylądowaniem w Jedlni wylecieliśmy do USA na zawody z cyklu Pucharu Świata ICF we Freestyle’u Kajakowym. Po dziewięciu godzinach lotu wylądowaliśmy w Newark w stanie Nowy Jork, skąd odebrał nas przyjaciel moich rodziców Antoni, który od dłuższego czasu żyje w USA. Antoni ugościł nas iście po królewsku winem i amerykańskimi stekami :). Po dwóch dniach zapoznawania się z nowymi realiami spakowaliśmy samochód, który porzyczył nam Antoni i wyruszyliśmy w dorogę.
 
    Po około 300 milach jazdy próbowaliśmy znaleźć falę na Susquahana River w Pensilvanii. Wspomniana przeze mnie fala według opisów znaleznionych w necie miała jedną zaletę, podobno działała podczas niskiego stanu wody w rzece nawet wtedy kiedy wszędzie indziej jest sucho... Odlaneźliśmy ją pod wielkim mostem kolejowym, ale niestety stan wody był zbyt niski nawet na tą falę :p Nie pozostało mi i Zosi nic innego jak zrobić pierwszy trening w USA na płaskiej wodzie. Inaczej wyobrażaliśmy sobie pierwszy trening w Ameryce, no ale cóż... Tutaj też czasem nie ma wody:p. 
 
   Nazajutrz wyruszyliśmy w dalszą drogę i po przejechaniu kilku stanów i odwiedzeniu Mc Donalda gdzie o dziwo jedna z ekspedientek była szczupła dotarliśmy do N.O.C. (spływy pontonowe) w Hartford nad rzeką Pigeon w stanie Tennessee. To tam właśnie odbędą się drugie zawody cyklu Pucharu Świata 2012, więc zatrzymaliśmy się tam na trochę dłużej. 
 
   Już pierwszego dnia polubiliśmy Tennessee i ekipę z N.O.C. Zupełnie za darmo menedżer N.O.C pozwolił nam kożystać z odwoju i obiektów firmy co bardzo nas ucieszyło :). 
 
   Odwój jest na prawde fajny. Mocny, ale nie kiler, nie głęboki, ale wystarczający do robienia wysokich Loop’ów i Space Godzilli. Już od pierwszego treningu poczuliśmy, że to miejsce ma ogromny potencjał.  W zasadzie można w nim zrobić wszystkie figury odwojowe zaczynąc od Loop’ów kończąc na Lunar Orbitach i Tricky Woo. Niestety woda jest tutaj tylko we wtorki, środy, czwartki i soboty w godzinach od 13 do 19. Po fajnie spędzonych 3 dniach z udanymi trenigami na których spotkalismy starych znajomych z zawodów tj. Rodzinę Jackosnów, Bartosza i Słowaków przyszedł czas na treningi w najważniejszym miejscu, tzn. Nantahala w Północnej Karolinie, gdzie odbędzie się finał Pucharów Świata, a w przyszłym roku Mistrzostwa Świata we Freestyle’u Kajakowym. 
 
 
Do zobaczenia niebawem 
 
CYCU
 











 

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Praga + Sopotnice


    W piątek (20.07) po pracy wyruszyłem z Lidką do Pragi na zawody z cyklu CNAWR Rodeo Tour . Na miejscu byliśmy ok. godziny 19.00 i od razu zszedłem na wodę. Odwój był bardzo fajny chodź nieco płytki. Możliwe było w nim wykonanie każdego tricku. Po treningu przy światłach i muzyce przyszedł czas na imprezę i projekcję filmów kajakowych. W sobotę nastał czas na eliminacje, i tak Dzik (Adam Olesiński) zajął 1 miejsce i przeszedł do niedzielnego finału w kategorii  youngsters, ja z 6 a Bartosz z 1 przeszliśmy do  wieczornych półfinałów w kategorii K1M. W półfinale niestety utrzymałem swoją pozycje i zakończyłem swoje zmagania na tym etapie. Bartosz wszedł szczęśliwie z 5 miejsca do finału. Sobota wieczór to oczywiście impreza z koncertem lokalnej kapeli. Niedziela to czas finałów, Dziku w swojej kategorii był bezkonkurencyjny i wygrał, Bartosz również po dobrym przejeździe zajął pierwszą lokatę.  Przez cały weekend dopisywała nam ładna pogoda i spora ilość widzów, podsumowując zawody w Pradze można zaliczyć jak najbardziej do udanych.
    Dwa tygodnie później ,czyli 3 sierpnia wybrałem się – tym razem sam- na zawody do Sopotnic. Dojeżdżając na miejsce wieczorem załapałem się jeszcze na trening. Warto zauważyć, iż odwój w Sopotnicach nie znajduje się na torze czy rzece a w basenie przeciwpożarowym. Napędzany dwoma potężnymi silnikami odwój za każdym razem jest troszeczkę inny, tym razem mieliśmy do czynienia z bardzo fajnym spotem. Po sukcesie z Pragi Dzik niestety nie mógł już starować w kategorii początkujących i tak cała polska ekipa startowała razem w K1M. Zawody były obstawione przez kajakarzy z Czech, Słowacji, Polski i Irlandii. Po eliminacjach Dziku zajął 15 miejsce, ja po raz kolejny 6 a Bartosz 1. W półfinale przeskoczyłem na 5 miejsce i dostałem się razem z Bartoszem do niedzielnego finału. Podczas sobotniej imprezy nie zabrakło tradycyjnego wrzucania łódek do basenu.  W finale ostatecznie ja zająłem 5 a Bartosz 2 miejsce, wygrał Honza Spindler, którego mieliśmy okazję gościć na MP w Jeleniej Górze.  Kolejne zawody z cyklu CNAWR Rodeo Toru odbędą się 25-26 sierpnia w Pilznie.

zdjęcia autorstwa Ales'a Dausa





Michał